Zobacz podobne wpisy
O presji, by brzmieć ambitnie – nawet gdy nie wiemy, dokąd zmierzamy.
I o odwadze, by się do tego przyznać.
Pamiętam jedną z moich pierwszych rozmów kwalifikacyjnych w Londynie.
Przyleciałam rano, a po 15 byłam już na lotnisku czekając na samolot do Belfastu.
Elegancka koszula, szpilki (to nie był czas trampek do spódnicy), dobrze przećwiczona odpowiedź na pytanie: „Where do you see yourself in five years?”
Brzmiało to mniej więcej tak: „I’m aiming for a leadership role in international finance, ideally managing cross-border projects.”
Profesjonalnie, z rozmachem. Idealna kandydatka.
Tylko że… ja naprawdę nie wiem, czy te słowa były wtedy autentycznie moje. Przygotowałam odpowiedź, bo wiadomo, że trzeba coś odpowiedzieć.
Przez kilka lat pracowałam w świecie międzynarodowych finansów – szybkim, wymagającym, pełnym skrótów, lotnisk i spotkań w różnych strefach czasowych. I naprawdę dużo mi to dało. Powiedzieć, że „dużo się nauczyłam” to niedopowiedzenie.
Ale dziś, z perspektywy czasu, widzę, jak często mówiłam to, co wypadało, a nie to, co naprawdę czułam. Wiem, że nie tylko ja.
Bo jak przyznać się do tego, że nie wiesz?
Że nie masz pięcioletniego planu kariery, tylko niejasne przeczucie, że chcesz robić coś, co ma sens? Że bardziej niż tabele przemawiają do Ciebie ludzie? Że wielokrotnie słyszałaś, że Twoją wartością jest zdrowa empatia i umiejętność wspierania – choć nikt tego nigdy nie wpisał do wymagań rekrutacyjnych?
Paradoksalnie, uważam, że to JEST dobre pytanie, ale do przeanalizowania z życzliwą przyjaciółką przy bezie. Tak, analizowanie odpowiedzi może bardzo nas zainspirować. Ale czy poza promilem osób naprawdę mamy w sobie determinację, żeby żyć tym, co będziemy robić zawodowo za 5 lat?
Dziś robię coś zupełnie innego – uczę angielskiego, oraz zarządzam projektami wspierającymi studentów i absolwentów na uniwersytecie. I choć czasem tęsknię za tamtym światem – za energią biur w centrum Londynu, mieszkaniem na Malcie, vibem międzynarodowych spotkań, czy poranną kawą z widokiem na Excel – wiem, że teraz robię rzeczy ważne. Dla siebie. I dla tych, którym towarzyszę.
Czasem ktoś mnie jeszcze pyta: „A Ty? Gdzie widzisz siebie za pięć lat?”
I dziś odpowiadam inaczej. Nie mam gotowej mapy, ale mam kompas.
Nie wiem dokładnie, dokąd dotrę – ale wiem, w jakim kierunku chcę iść. Tam, gdzie jest autentyczność, rozwój, ludzie. Gdzie mogę być sobą.
Bo nie wszystko w życiu da się zaplanować.
Czasem wystarczy otwarte serce i chwila ciszy, żeby usłyszeć to, co naprawdę ważne.
Właśnie tam, jeśli cierpliwie poczekam… znajdę prawdziwą odpowiedź.


