Kierunek – Islandia. Wylatuję z Warszawy bezpośrednim lotem z wizz, a na miejscu odbieram z wypożyczalni auto i udaję na nocleg do Reykjaviku.

Plan na pierwszy dzień to całodniowa wycieczka do jaskiń lodowych w lodowcu oraz na Diamod Beach z guidetoiceland.is
Jeśli chcesz skorzystać z ich oferty, uważaj na kwestię płatności. Ostateczna cena podana w PLN jest kwotą przybliżoną, różnica po przeliczeniu/przewalutowaniu wyniosła ok. 50 zł, porównując kursy walut na ten sam dzień z Revoluta i mBanku. Próbowałam się z nimi skontaktować, poinformowano mnie, że punkt nr 140 w liczącym 70 stron regulaminie, uprzedzał o tym problemie. Zasady zaakceptowałam, więc nic nie mogłam już zrobić, może tylko wyciągnąć wnioski na przyszłość
Jaskinie lodowe, Jökulsárlón i Diamond Beach
Całodniową wycieczkę rozpoczynam o poranku, wyjeżdżam z Reykjaviku busem. Kierowca jest także przewodnikiem, opowiada więc widocznych zza szyb miejscach i sypie anegdotkami. Mijamy przepiękne widoki, krajobrazy zapierają dech w piersiach. Wzrok przyciągają wulkany, jest wśród nich Eyjafjallajökull, który poważnie zagroził Europie. Wybuch sparaliżował wiele lotnisk- co zabawne- loty z Islandii przez długi czas odbywały się zgodnie z planem – ale tylko w kierunku zachodnim. Międzynarodowe Zrzeszenie Przewoźników Powietrznych oszacowało, że światowe linie lotnicze poniosły w związku z erupcją i odwołaniem lotów straty rzędu 200 mln USD dziennie. 16 kwietnia w europejskiej przestrzeni powietrznej odbyło się 11 659 lotów z planowanych 28 597, 17 kwietnia było to 4886 z 22 653, 18 kwietnia 4000 z 24 965. Trzeba jednak przyznać, że wybuch był naprawdę spektakularny i hipnotyzujący:
Wybuch był oczywiście wydarzeniem szeroko komentowanym na całym świecie. Islandczycy mieli wówczas spory ubaw z zagranicznych reporterów, którzy dość nieudolnie próbowali wymówić nazwę tego wulkanu. Ich serca podbił jednak pewien kreatywny dziennikarz, który w trakcie wejścia na antenę postanowił posłużyć się nazwą… E-16. Geneza tego skrótu była prosta – E od pierwszej litery Eyjafjallajökull oraz 16, ponieważ nazwa wulkanu składa się z 16 liter.
Podobno też właśnie po tym wybuchu świat dowiedział się o Islandii, i wtedy rozpoczął się turystyczny boom.
Do lodowca dojechaliśmy busem, później przesiedliśmy się do samochodu, którym grupa miała dotrzeć ma na lodowiec. Osoby które wykupiły wycieczkę bez dojazdu z Reykjaviku, a do samych jaskiń- też muszą się przesiąść- na lodowiec nie ma możliwości dojechać autem prywatnym, muszą być to pojazdy przygotowane do jazdy po takim terenie.


Później, wyposażona w raki i kask, mogę już zwiedzać jaskinie. Niestety ku rozczarowaniu wielu odwiedzających- nie mają one tak spektakularnych kolorów jak na podświetlanych lampami zdjęciach.




Kolejne punkty wycieczki to Jökulsárlón i Diamond Beach, a w drodze powrotnej przepiękny Seljalandsfoss. Wieje wówczas bardzo silny wiatr, najsilniejszy, jakiego kiedykolwiek doświadczyłam. Pociesza mnie wówczas tutejsze powiedzenie: „Jeśli nie podoba ci się pogoda na Islandii, poczekaj 5 minut”. I rzeczywiście, kilka kilometrów dalej aura się uspokaja.
Intensywne opady śniegu przekreślają jednak szansę na zobaczenie zorzy. (Więcej o polowaniu na zorzę przeczytasz tu).


Pływanie między kontynentami
Następnego dnia opuszczam hotel o poranku, plan to pływanie między płytami tektonicznymi. To doświadczenie nie ma sobie równych. Zdecydowałam się na ofertę z Airbnb, ale wszystkie firmy oferują to samo doświadczenie.

Podczas zapisu deklarujemy czy chcemy pływać w piance suchej czy mokrej, ja zdecydowanie polecam wet suit (czyli klasyczna pianka), w moim odczuciu sprawdza się lepiej niż dry suit (czyli worek, który nakładamy na ciepłe ubranie i który pozwala nam się unosić na powierzchni wody).
Fakt, w wetsuicie nie jest tak ciepło jak w worku nałożonym na polar, ale zdecydowanie łatwiej się pływa. Wykorzystywane tu pianki są bardzo grube (specjalne do pływania w zimnych warunkach, zdecydowanie cieplejsze niż te do surfingu na Bali), ale pamiętajmy, że twarz jest odsłonięta,i może zmarznąć. Jeśli chodzi o samo odczuwanie zimna, to oczywiście nie jest to snurkowanie w wodach Tanzanii, ale w temperaturze 1°, więc w pewnym momencie może pojawić się uczucie zimna, ale nie jest to morsowanie, wiele osób pływa, i ma z tego nieprawdopodobną radość. Do tego dyskomfort rekompensują nieprawdopodobnie piękne widoki. Woda jest krystalicznie czysta, a świadomość, że pływamy między płytami tektonicznymi bardzo działa na wyobraźnię. Jeśli nie jesteś gotowy- nie próbuj, bo nie sprawi ci to przyjemności, ale jeśli coś podpowiada ci, że chcesz spróbować, to zobaczysz, że nie będziesz żałować.
Wszystkie firmy, które organizują pływanie, mają lokalizację w tym samym miejscu. Należy przebrać się w przystosowanych do tego celu samochodach, a później wszystko odbywa się według jasno określonych zasad: wejście do wody, trasa do przepłynięcia, wyjście. Grupy i instruktorzy dostają numerki, wchodzą do wody jedne po drugich, płyną tą samą trasą, wychodzą w tym samym miejscu. Warto wiedzieć, że nie ma możliwości dojazdu transportem publicznym (tj. nie było wtedy, kiedy ja rezerwowałam wyjazd), i nie wszystkie firmy oferują odbiór z Reykjaviku.
Takich wrażeń się nie zapomina – niezwykłe widoki i cudowna przyroda. Pływasz w kryształowo czystej wodzie między płytami tektonicznymi/kontynentami.




Geyser.
Mój kolejny cel to Geyser. Kiedyś były to gorące źródła i stąd właśnie wywodzi się nazwa. Od XIV wieku aż do lat 60. ubiegłego stulecia Geyser wyrzucał gorącą wodę na wysokość 80 metrów. Wtedy turyści zaczęli wrzucać do niego śmieci i kamienie, co spowodowało, że stał się mniej aktywny. Na szczęście dla zwiedzających obok znajdują się inne źródła, których erupcje następują co ok. 10 minut i ten kompleks gejzerów jest jednym z najbardziej wiarygodnych pod względem wybuchów.

Gullfoss
A dalej? Wodospad Gullfoss, z którego woda spada z wysokości 32 metrów. W latach 20. ubiegłego wieku zespół zagranicznych inwestorów chciał postawić tu elektrownię wodną. Właściciel ziemi, Tómas Tómmason, odmówił sprzedaży, ale przedsiębiorcy, działając za jego plecami, otrzymali zgodę rządu. Wówczas jego córka, Sigridur Tómasdóttir, udała się do Reykjaviku i zagroziła, że rzuci się do wody. Rząd nie przejął się jej groźbą, ale ostatecznie inwestorom nie udało się uiścić opłat, więc inwestycja nie powstała.
Wodospad czaruje swoim pięknem i dostojnością, nawet wtedy, gdy jest zamarznięty. To jeden z tych widoków, który – raz zobaczony – nigdy nie zostanie zapomniany.


Blue Lagoon
Wreszcie udaję się do Blue Lagoon. To typowy ośrodek all inclusive, dostajemy ręczniki, kosmetyki, vouchery na drinki. Miejsce to nie wszystkim przypada go gustu, ale ja nie żałuję spędzonego w nim czasu. Wokół ciepła woda, a na środku bary, gdzie serwuje się drinki. Trudno o lepszy sposób na relaks po intensywnym dniu.


Czas wracać. Od lotniska dzieli mnie już tylko kilometr, gdy na niebie pojawia się zorza.


